Feeds:
Posts
Comments

Miedzylesie – Budapeszt

Dużo wody upłynęło już w Dunaju od czasu naszej wyprawy, ale ciągle jakoś nie po drodze jest z opisaniem wszystkich naszych wrażeń i przygód. Może też dlatego, że było ich tak dużo, że nie wiadomo od czego zaczać. Dlatego na razie zapraszam do krótkiego (5 minut) filmiku z naszej wyprawy. Generalnie było ZAJEBIŚCIE!

Aś, Kasia, Kasia, Maryś, Gutek i Kamil. Taką oto szóstką śmiałków zamierzamy wyruszyć w wyprawę rowerową po kilku europejskich stolicach.

(Tu w międzyczasie zdjęcia się będą przewijały z naszej poprzedniej wyprawy.)

ekipa

ekipa

Dla niektórych będzie to pierwsza przygoda z pozamiastowymi szlakami, dla innych kolejna już wycieczka. Nie ma wsród nas starych wyjadaczy szos. Nasze doświadczenie w pedałowaniu przez świat jest na razie dość nikłe. Poszczególne osoby mają w nogach trasę z Wrocławia na Mazury, inni z Wrocławia do Berlina, jeszcze inni z Muchoboru na Karłowice (dzielnice Wrocławia). Tym razem postanowiliśmy zmienić kierunek, dołożyć kilka kilometrów i uderzać na południe w kierunku Budapesztu, po drodze zaliczając Brno, Wiedeń i Bratysławę. Nie wiemy jakie spotkają nas przeciwności losu, nie wiemy kogo spotkamy po drodze, nie wiemy nawet czy dojedziemy do celu. Mamy jednak dużo zapału i zamierzamy się dobrze bawić. Czytając i rozmawiając z ludźmi, którzy pokonali na rowerze Tybet, Kamczatkę i Grenlandię (http://www.mountainbike-expedition-team.de/) wiemy, że Budapeszt to dopiero początek naszej przygody z rowerami. I na pewno na tym nie poprzestaniemy.

2009.092

Jesteśmy na etapie sprawdzania map, kompletowania sprzętu i dogadywania preferencji kulinarnych… No i jeszcze bronienia prac magisterskich (i pisania ich w międzyczasie). Postaramy się na bierząco informować wszystkich zainteresowanych naszą relacją o postępach w wyprawie, którą zamierzamy rozpocząć pod koniec września co by nie było za ciepło i za łatwo. Śledzić nas będzie można na stronie, www.bikestats.pl, lub na moim blogu, www.kania.wordpress.com.

To jedziemy zwiedzać!

To jedziemy zwiedzać!

PS.: Pytanie do kogoś kto trase już przebył: jest sens brać sprzęt do wspinaczki? ;)

Jak mawiał, a właściwie śpiewał pewien wrocławski bard:

BO ROWER TO JEST ŚWIAT!

2009.09

Wyprawa do Berlina.

Przypadkiem trafiłem dzisiaj na film.  Kolejny dokument o zmianach klimatycznych i o tym co robimy źle. Niby wszyscy wiemy o tym, ale… Ale ten film nie tylko jest kolejną przestrogą. Jest także wspaniałym widowiskiem dla naszych zmysłów wzrokowych jak i słuchowych. Z każdego ujęcia można by zrobić stop klatkę i umieścić na okładce National Geographic. Poza tym, po raz pierwszy spotkałem się z… Pozytywnym zakończeniem. Pozytywnym przesłaniem.

Ziemia to nasz dom – dbajmy o nasz dom.

IT`S TOO LATE TO BE A PESIMIST.

http://www.youtube.com/user/homeproject

Stare fiasko umarło jakiś czas temu. Przypadkiem natrafiłem na kanał jutubowy wujatruja, gdzie znalazłem stare produkcje. Kto jeszcze nie widział, niech ogląda. Kto oglądał, niech sobie przypomni!

Mała interluda ;]

Przy okazji wyjazdu w Jurę i spotkania Stena (Niemca z Drezna) przypomniał się niektórym ten oto tekst niezapomniany:

normal_210463_2

Klasyka. Pvek kiedyś RZONDZIŁ.

Jura 2009

Korzystając z najkrótszego w ostatnich latach długiego weekendu majowego, omijając szerokim łukiem koncerty słodowe nieprzerwanie od lat promujące tych samych wykonawców i chcąc troszkę porozciągać sobie ścięgna, wyruszyliśmy dość mocną ekipą w Jurę Krakowsko-Częstochowską.

Przygód podczas jazdy było od liku. Znaleźć Dolinę Będkowską łatwo nie jest. Ale udało się. Miejsce bardzo atmosferyczne a całości dopełniają gospodarze, którzy przypadkowych gości częstują wódką (Sten się załapał) a o zapłatę za kamping specjalnie się nie upominają.

http://www.dolinabedkowska.pl

Nikt nie chodzi, nie sprawdza i chyba dlatego większość płaci te 10zł za dzień, bo naprawdę jest za co się odwdzięczyć (jeśli ktoś nie zapłacił to jest burakiem i chamem i tyle komentarza na ten temat). Kamping leży na wielkiej polanie u podnóża najwyższej w okolicy Sokolicy (coś około 100m pionowo w górę).  Skała jeszcze przez nas nie zdobyta, ale myślę, że w najbliższym czasie pęknie.

http://picasaweb.google.com/kasia.bieranowska

Generalnie wyjazd zajebiaszczy. Mieliśmy ogniska, mieliśmy kiełbasy na kijach. Piliśmy z Czechami i Słowakami Beherovkę mówiąc w swoich ojczystych językach i nie mieliśmy prawie najmniejszego problemu, żeby się dogadać (wyszedłem przez to na głupa, bo jeszcze dzień wcześniej opowiadałem Stenowi, że generalnie nasze języki są mocno różne; potem musiałem mu powiedzieć, że wszystko co ode mnie usłyszał to bullshit było). Był też prysznic na świeżym powietrzu z wodą nieprzekraczającą 5 stopni i był też szron na namiotach w nocy.

A sportowo? Wapień dla większości z nas był nieznany, więc trochę się klęło na “mydło” pod nogami. Zero tarcia na co popularniejszych drogach. Ale jakoś dawaliśmy radę. Pierwszy dzień to  Zaklęty Mur. Bardzo polecam tam Siekierkę. Droga koło 25 metrów, bardzo zróżnicowana. Jest i pion, i jakieś małe przewieszenie się znajdzie, jest też rysa, trochę trawersu, idealna do ćwiczenia różnych technik. Największe osiągnięcie to VI+ i  VI.I tego dnia.

Generalnie miejsce na wspin świetne. Nie trzeba jeździć do Francji czy Niemiec, żeby przez miesiąc się nie nudzić. Na Jurze skał mnóstwo, dróg setki, fajna atmosfera, bardzo tanio i blisko.

A teraz kilka zdjęć. Najpierw od Kasi Bieranowskiej. Mam nadzieję, że nie będzie mnie ścigała za naruszenie praw autorskich. Pełna galeria TUTAJ.

I kilka zdjęć z galerii mojej Kasi, a całość TUTAJ:

Older Posts »