Korzystając z najkrótszego w ostatnich latach długiego weekendu majowego, omijając szerokim łukiem koncerty słodowe nieprzerwanie od lat promujące tych samych wykonawców i chcąc troszkę porozciągać sobie ścięgna, wyruszyliśmy dość mocną ekipą w Jurę Krakowsko-Częstochowską.
Przygód podczas jazdy było od liku. Znaleźć Dolinę Będkowską łatwo nie jest. Ale udało się. Miejsce bardzo atmosferyczne a całości dopełniają gospodarze, którzy przypadkowych gości częstują wódką (Sten się załapał) a o zapłatę za kamping specjalnie się nie upominają.

http://www.dolinabedkowska.pl
Nikt nie chodzi, nie sprawdza i chyba dlatego większość płaci te 10zł za dzień, bo naprawdę jest za co się odwdzięczyć (jeśli ktoś nie zapłacił to jest burakiem i chamem i tyle komentarza na ten temat). Kamping leży na wielkiej polanie u podnóża najwyższej w okolicy Sokolicy (coś około 100m pionowo w górę). Skała jeszcze przez nas nie zdobyta, ale myślę, że w najbliższym czasie pęknie.
http://picasaweb.google.com/kasia.bieranowska
Generalnie wyjazd zajebiaszczy. Mieliśmy ogniska, mieliśmy kiełbasy na kijach. Piliśmy z Czechami i Słowakami Beherovkę mówiąc w swoich ojczystych językach i nie mieliśmy prawie najmniejszego problemu, żeby się dogadać (wyszedłem przez to na głupa, bo jeszcze dzień wcześniej opowiadałem Stenowi, że generalnie nasze języki są mocno różne; potem musiałem mu powiedzieć, że wszystko co ode mnie usłyszał to bullshit było). Był też prysznic na świeżym powietrzu z wodą nieprzekraczającą 5 stopni i był też szron na namiotach w nocy.
A sportowo? Wapień dla większości z nas był nieznany, więc trochę się klęło na “mydło” pod nogami. Zero tarcia na co popularniejszych drogach. Ale jakoś dawaliśmy radę. Pierwszy dzień to Zaklęty Mur. Bardzo polecam tam Siekierkę. Droga koło 25 metrów, bardzo zróżnicowana. Jest i pion, i jakieś małe przewieszenie się znajdzie, jest też rysa, trochę trawersu, idealna do ćwiczenia różnych technik. Największe osiągnięcie to VI+ i VI.I tego dnia.
Generalnie miejsce na wspin świetne. Nie trzeba jeździć do Francji czy Niemiec, żeby przez miesiąc się nie nudzić. Na Jurze skał mnóstwo, dróg setki, fajna atmosfera, bardzo tanio i blisko.
A teraz kilka zdjęć. Najpierw od Kasi Bieranowskiej. Mam nadzieję, że nie będzie mnie ścigała za naruszenie praw autorskich. Pełna galeria TUTAJ.
I kilka zdjęć z galerii mojej Kasi, a całość TUTAJ:

git! wyglada sielankowo. troche zazdroszcze :/
a ja tam niespecjalnie, chociaż… no… może trochę… ale nie… bo to jednak potwornie niebezpieczne! wystarczy kichnąć i odrzuca od ściany i łup! no i co? a komary? jak się opędzić? komary są STRASZNE!, mówię wam – uwierzcie, i w dodatku takie ugryzienie potwornie swędzi, a jak się opędzić, jak człowiek wisi na lince albo na jednym paluszku? No, nie da rady, nie da rady… a węże! przecież one się kryją w takich szparach skalnych… nie wspominając o meszkach… ale o tym to Niesiołowski – ja nie jestem ekspertem, wiem tylko, że też mogą zabić. No pewnie – musi ich być dużo, ale zawsze istnieje takie niebezpieczeństwo, no nie? Szarotka górska też może zagrażać! Złapiesz taką, by się chwycić, a tu – niespodzianka! – była monitorowana jako egz. nr 44, no i cię mają, głupolu – mandacik 5 tysiaków jak nic!
Więc tak: albo grzebniesz i boli, albo ciebie grzebną różne takie i też boli.
Wniosssek – to jest potwornie niebezpieczny sport
eeeee…. na sznurkach…..
Dzieki za mily wpis! Pozwolilem sobie zlinkowac na stronce
Pozdrawiam, M Brandys